O zmysłach słów kilka cz. II. Łoś Uszatek

Bajki o Misiu Uszatku nigdy za bardzo nie lubiłam, ale przez Łosia Uszatka z pewnością trudno byłoby odejść od telewizora. Na dodatek z łosia bajki robić nie trzeba, wystarczy pójść na bagna J.

To co najbardziej uderza w nieproporcjonalnej sylwetce łosia to oczywiście głowa, a na niej długie uszy. Chciałoby się powiedzieć irracjonalnie długie, bo osiągają nawet 35 cm! To więcej niż długość kartki papieru do drukarki i wysokość mojego skoku wzwyż w liceum. Podobno uszy łosia są 60 razy większe niż człowieka – nie sprawdzałam, ale brzmi dobrze.

Jak łatwo się domyślacie, duże uszy oznaczają, że słuch to mocna strona łosia. Każde ucho wykrywa dźwięki od 16 do 21000 Hz z naciskiem na niższe częstotliwości. Wyobraźcie sobie, że łosie słyszą inne łosie nawet z odległości 3 km.  Jest co podziwiać, prawda? Taka umiejętność przydaje się szczególnie w czasie rui. Podobno poroże samców może działać jako wzmacniacz odbieranych dźwięków i pomagać w usłyszeniu, a tym samym znalezieniu samicy w rui. Naukowcy twierdzą, że właściwości „dźwiękochłonne” poroża zwiększają słyszenie zwierząt nawet o 19%! 

Nie myślcie sobie, że to już koniec niespodzianek. Łoś potrafi obracać uszy w dosłownie wszystkich kierunkach i to niezależnie od siebie. Pozwala to na precyzyjne ukierunkowanie słyszanego dźwięku. Dla obserwatora to nie lada radość bo taki łoś strzygący jednym uchem w lewo, a drugim do tyłu wygląda bardzo pociesznie i wzbudza falę pozytywnych emocji.

Na zakończenie pozwolę sobie na małą bajkową parafrazę i powiem, że może i faktycznie pora na dobranoc, bo już księżyc świeci. Może faktycznie dzieci lubią misie, a misie lubią dzieci, ale my zdecydowanie wolimy łosie.  

Dodaj komentarz